Czwartek, wrzesień 13. 2007SVP 1 czyli biegamy 60 km :)
Była jazda bez trzymanki, pobudka o 5 i 6 rano, potem do pracy i wieczorem wyjazd na Litwę. Na miejsce dotarliśmy ok 4 rano, po drodze dowiadując się, że przed Augustowem autko Dewi zrobiło "buuu" i dalej nie pojechało Pozostaliśmy więc sami na placu boju. Wstało słoneczko, wraz z nim mgły i w takiej bajkowej scenerii ruszyliśmy wszyscy na miejsce startu. Zanim towarzystwo pozbierało się z drobnych śrubek była już godzina 7:30. Roman więc poszedł przespać się w samochodzie a my - na start. Dla Cheya imprezka: młode suczki, dwa dorastające samce (jedno chciał zgwałcić, drugie zabić W ostatnim dniu przed startem okazało się, że planowana wcześniej trasa, jedna pętla o długości 40 km uległa skróceniu ze względu na rozpoczęty remont nawierzchni (miliony małych, okrągłych kamyczków na drodze). Czyli czekał nas biegowy standard: 4 kółka po 10 km:(
Sędzia, Oskar Dóra wypuszczał zawodników co 5 minut. My ruszyliśmy z numerem 5. Chey wystrzelił jak z procy, leciał z prędkością 25 km/h i po chwili dogonił 2 wcześniej startujące psy. Nie było szans aby go spowolnić a nie chciałam specjalnie ściągać. Dogonił Harmonię, potem Maję i stwierdził, że to towarzystwo mu odpowiada i dalej leciał nie będzie Trasa miała być pozaznaczana wstążkami i była, tyle że pierwotnie białymi a później żółtymi i czerwonymi. O tym nie wiedzieliśmy, poza tym białe pozostały, radośnie powiewając na wietrze. Biały kolor, jak wiadomo lepiej jest widoczny niż żółty czy czerwony, nie dziwi więc, że kierując się białymi wstążkami szybko zgubiliśmy trasę. Zaczęliśmy przystawać na rozdrożach, próbując dodzwonić się do Daivy i wykombinować czy biała wstążka na słupku po prawej stronie przed zakrętem oznacza że: mamy skręcić w prawo, jesteśmy na dobrej drodze czy skręcić w lewo szukając następnego znaku. W międzyczasie dobił do nas kolejny Litwin z Brukne- no to była nas, "zagubionych” cała szóstka. Później okazało się, że pomyloną trasą, już na początku pojechała Deima z Kiri, a reszta kierowała się za nią :) Błądziliśmy więc, cały czas trzymając niezłe tempo, psy w formie a my nie wiemy gdzie jesteśmy. W końcu podjechała samochodem Giedre, znalazła nas i nakierowała na właściwa drogę. Dojechaliśmy na punkt kontrolny. Niestety, mimo bardzo dobrego czasu nasze „kółko” miało długość 20 km. Oskar jednak nie uwzględnił podwójnego dystansu. Pokazywaliśmy liczniki rowerowe, dystanse się zgadzały ale nie! „Kółko” to „kółko”.... mamy zrobić jeszcze 3 czyli 30 km. Wkurzyłam się, stwierdziłam, że to nie w porządku, pożegnałam i wróciłam do samochodu. Stwierdziliśmy, że pójdziemy na spacer i wrócimy. Zła byłam bo niewyspanie, zarwana noc i 500 km mieliśmy po to aby zrobić Cheyowi przebieżkę treningową. Wróciliśmy na chwilę na start aby zapłacić za bieg, tu rozpoczęła się druga część dyskusji. W końcu, na stwierdzenie Oskara, że trasa jest wyraźnie oznakowana powiedziałam, ok, w takim razie zrobimy te 40 km od nowa ale sędzia jedzie z nami. Umowa zawarta. Pozostała dwójka „zagubionych” zgodziła się na pomysł więc pozostało nam poczekać jakieś 2 godziny aż wszyscy zakończą bieg. W tym czasie Chey miał okazję poznać dwa łobuziaki- swoje dzieciaki :) Nie chciałam go puszczać do swawolnej zabawy bo ja wiedziałam, że czeka nas jeszcze 40 km, on nie ;P Wreszcie ruszamy, Oskar przodem, my razem. Suki jakoś zdziwione, że znów, Chey zadowolony że suki przed nim Jak już zrozumiał, że jedyny możliwy ruch jest do przodu wszedł na swoje 15 km/h i poszło. Trzecie kółko mieliśmy w dobrym czasie. Ale nabite już ponad 30 km ! Patrzę na psa, jakieś zmęczenie? Zziajanie? Nic z tych rzeczy! Sunie równo nad ziemią, równym krokiem, nie zwalnia, czasem przyspieszamy...gorzej ze mną, podjazdy piaszczystą ścieżką, górki.. Dojeżdżamy ma metę, czas OK, więc gazu bo to już końcówka. Gdzieś na ¼ trasy mijamy wracającą naszą litewską czwórkę :) Ciężki moment bo psy się mijają a wolałyby polecieć razem. Kolejny odcinek prób zawrócenia. Znowu numery z odejściem na bok. Przetrwaliśmy, znów dobre tempo. Po drodze mija nas samochód, Chey za odjeżdżającym autem wrzuca „piatkę” i ok. kilometra lecimy jak na samym początku: 25 km/h. Ostatnia górka, jadę na maksa ale ostatkiem sił. Wpadamy na metę, ja ze łzami bólu a Chey? Zadowolony że trafił na imprezkę Po kilku minutach dobiegła reszta. Koniec biegu! Ogłozenie wyników. Wygraliśmy, byliśmy najszybsi! Ale niestety radość popsuł wynik. Zabrakło nam do doskonałej 6 minut. Szkoda... może gdyby nie te ekstra 4 km bylibyśmy o czasie. Bo te 20 km wcześniej nie zrobiło nam różnicy. Ale zaliczyliśmy. I jak ochłonęłam to pomyślałam, nieważne, że nie mamy „doskonałej”. Za to zdaliśmy egzamin faktycznie wytrzymałościowy. Bo 64 km to już coś. Oskar zażartował, że następnym razem dokręcimy „dychę” i zalicza nam SVP 2 Ja wiem jedno: dystans 70 km nie zrobi na wilczaku większego wrażenia. Nadal będzie miał zapas sił Ale średnia 12 km/h zdecydowanie nie wystarcza. Biorąc pod uwagę przerwy na picie, wolniejsze podjazdy pod wzniesienia, średnia musi być w okolicach 14-15 km/h. Wtedy się robi czas na doskonałą: )
Za chwilę jedziemy w góry i wiem, że już nie oglądamy się na psa. Jeśli ktoś padnie na szlaku to my, Chey na pewno nie
Ślady
Użyj tego linku jeśli chcesz stworzyć Ślad (Trackback) do tego wpisu
Brak Śladów
Komentarze
Wyświetl komentarze jako
(Płasko | Wątki)
Wiernie kibicowaliśmy Wam z Augustowa. Słowo komentarza: na wilczaku robi wrażenie 300 km w 6 dni. Wrażenie o tyle, że na wystawie nie chce mu się biegać. Ale za to "PO" jest absolutnie w pełni sił!
Aga, poczekaj chwilkę, my - jak auto pozwoli - zrobimy te 40 i razem śmigniemy te śmieszne 70
GRATULACJE!!! Szczegolnie dla Ciebie za te 64 km....
Jedno tylko wtrace: Gaga napisala: "Ja wiem jedno: dystans 70 km nie zrobi na wilczaku większego wrażenia. Nadal będzie miał zapas sił" 70 km nie powinno robic wrazenia i na typowym wilczaku nie zrobi... Ale startujac w biegach widzialam, ze CzW przypominajace ONy (tzn stare masywne linie) maja klopoty takie same jak ONy. Dla niektorych 20 km po piasku jest prawie "zabojcze"... Chey udowodnil wiec nie tylko, ze jest w stanie przebiec taka odleglosc. Ale robiac taka trase bez zmeczenia pokazal, ze ma PERFEKCYJNA budowe. Bo tylko doskonale zbudowany pies moze tyle "wycignac" i to wlasnie jest idea organizowania takich biegow... Bo nie jest wazne ile pies ma kilo, ile ma cm w klebie, ale to jak jest ZBUDOWANY...
Noo doskonala budowe to on ma i ja to wiem
|
Kalendarz
Wyszukaj na stronieAdministracja blogiem |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||