Weekendujemy na działce u Joasi i Andrzeja, luz-blues bo Dewi z Cheyem spuszczamy z oka i zajmujemy się poważniejszymi sprawami
Psy się sobą cieszą...niezmiennie, zawsze tak samo od 2 lat...monogamiczność wilczych par jest tu nie całkiem od parady 
Cały dzień laby, szaleństw, spacerów trzeba w końcu zakończyć snem.. też dla psów nie pierwszyzna, że śpią w jednym domu...czasem razem, czasem osobno... tym razem każde z nich w innym pokoju....
„Śpią” to chyba jednak za dużo powiedziane... bo to co zafundowały oba podczas nocy kwalifikowało je właściwie do przeróbki na gustowne skórki pod kominek...
Najpierw Chey zaczął sie kręcić..miał do dyspozycji łóżko ale uparł się przełazić między meblami do okna i co chwila coś sprawdzać. Robił przy tym lekki hałas bo lawirował między łóżkiem a stolikiem, depcząc po drodze lezącą torbę... próbowaliśmy mu powiedzieć aby wreszcie położył się spać, osiągaliśmy efekt na 5 minut, po czym wszystko zaczynało się od początku. Później dołożył do tego efekty dźwiękowe...
Zamiast zostawić empatię w domu, głęboko schowaną w szufladzie..zabraliśmy ją przez pomyłkę ze sobą.. niestety...
Postanawialiśmy na zmianę z Romkiem, że własnoręcznie ukatrupimy psa ale najpierw sprawdzimy czy aby przypadkiem jego cudowanie nie jest uzasadnione: pełnym pęcherzem (musiałby się z nagła napełnić bo spacer przed spaniem został odpracowany), mdłościami, rozwolnieniem albo cichym desantem bandziorów na teren działki... jako, że każda z przyczyn była równie prawdopodobna to trzeba było sprawdzić . Aby mieć czyste sumienie, że pies został zamordowany słusznie 
I tak w okolicy 2 w nocy rozpoczęło się sprawdzanie.. najpierw Roman. Wyszedł po cichutku z domku , stanął na werandzie i SPRAWDZAŁ o co chodzi psu...
Wychodząc minęli pokój w którym spała Dewi....
Po chwili drzwi się otworzyły, wyskoczyła z nich Dewi i poleciała uradowana do Cheya.. Zaczęła się ZABAWA ...W środku nocy !!!! Okazało się, że sucz wykonuje w sypialni takie same cyrki jak Chey....
Po kilku minutach psy odpuściły i mimo szalejących morderczych instynktów u Romka i Joasi... zostały spokojnie zabrane spać.
Nie na długo.. ponowne łażenie, przeciskanie między meblami, popiskiwanie wytrzymaliśmy do 3.30.....znowu kierując się poczuciem sprawiedliwości i temu podobnymi pierdołami Roman poszedł SPRAWDZIĆ... i sprawdził, że powtórzyła się sytuacja sprzed godziny ...
Kolejny raz dałam się nabrać ja.. było chyba wpół do piątej rano.... doskonała pora do zabaw dwóch wilczaków, które nie widziały się raptem godzinę !!!
Tyle przeżyłam a nie wiedziałam, że szczytem szczęścia jest zwlec się w łóżka przed świtem aby pooglądać jak dwa burki szaleją,,,,
Wykorzystałam chwilę gdy łapały oddech i zarządziłam powrót do sypialni.. z mocnym postanowieniem, że kolejny raz nie dam się nabrać...
Wytrzymałam do 7.30... wstałam definitywnie – przynajmniej jedno z nas miało szansę się wyspać. Tym razem Dewi wyciągnęła z łóżka Andrzeja... spędziliśmy więc uroczy poranek przy kolejnych kawach
podziwiając ledwo co obudzone słońce i szalejące dwa wstrętnie szczęśliwe psy.. dziko szczęśliwe, że znów mogą być razem...
Jak w końcu je ukatrupimy to skórki będą leżały obok siebie...
W końcu trzeba nie mieć serca, żeby je rozdzielać .
Koło południa, gdy wszyscy już zaczęli jako-tako funkcjonować psy nagle poczuły się baaardzo śpiące i zmęczone... poukładały się w trawie i zaległy spać.....
O pchlarze paskudne! Moczymordy cuchnące! Wstrętne, parszywe, głupie i złosliwe kundle! Niewdzięczne, niewychowane sierściuchy .....!!!..
Ciiii... tak słodko śpią... nie budźcie ich ....;P
Są biedactwa takie niewyspane....