To była niespodzianka, nie dla wszystkich oczywiście bo nie wiedzieli tylko najbardziej zainteresowani: Harmonia i Cheitan. Od dłuższego czasu planowane było krycie aktualnej Zwyciężczyni Świata naszym „malutkim” Cheitankiem. Oba psy przebadane, oba z ładnymi występami na wystawach, oba grzejące kanapy w domu w przerwach między szkoleniem, przede wszystkim oba domowe przytulaki J

Szykowaliśmy się już od sylwestra, Chey na prośbę hodowczyni – Daivy, został przebadany pod kątem nosicielstwa różnego rodzaju świństw, które mogłyby być niebezpieczne dla suki lub później szczeniaczków. (swoją droga okazało się, że takie badania psa przed kryciem to u nas ewenement i większość wetów dziwi się co ja takiego od nich chcę, wg nich jak pies ma zrobiony rtg bioder to już jest sukces, ale trudno się dziwić skoro taki a nie inny mamy poziom świadomości hodowców
). Ponieważ badania wyszły ok. (i u Cheya i u Harki) – wszystko zostało postanowione. Pozostało czekanie. Panna zwlekała, minął styczeń, luty i już żartowałyśmy sobie, że wbrew zwyczajowi to pies pojedzie do suki na krycie (zbliżał się termin podwójnej CACIBówki na Litwie). Suki bywają jednak przewrotne i Harmonia wycięła numer swojej pani. Dziewczyny musiały przyjechać dwa dni przed naszym, do nich, wyjazdem J Fanaberyjnie przejechały 1000 km jakby nie mogły poczekać J Ale mus to mus i nikt nie mówił, że będzie łatwoJ Za to później było... Do domu wpadła Harmonia z młodziutkim Gierką, przez 10 minut po mieszkaniu szalało tornado, meble zmieniały położenie – szał radości i powitania. Nikt się nie spodziewał, że już, tak od razu.... dobiegł nas pisk z pokoju, wpadłyśmy i... odnotowałyśmy pierwsze skonsumowanie związku. Nie było zabawy, podchodów...Niepotrzebnie się zastanawiałam czy młody, niedoświadczony pies sobie poradzi, zupełnie niepotrzebnie 
No i koniec z malutkim szczeniaczkiem.. mam psa....echhh....
Kolejna randka odbyła się na łąkach, pogoda jak marzenie, psy uchachane od ucha do ucha, brykające- pełna sielanka.

Trochę gorzej było wieczorem; rozpłaszczone noski po obu stronach szyby samochodu, smutny Chey w domu, tęskny wzrok i krótkie „auu..” po wyjeździe gości.
W czwartek zamówiliśmy Dewisię do rozweselenia smutasa na spacerze, trochę pomogło .
A w piątek zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy na Litwę. Czekała nas podwójna wystawa z planami rozpoczęcia Championatu Litwy i ewentualny ciąg dalszy spotkania Cheitana i Harmonii. Spotkanie doszło do skutku późnym wieczorem – po 7 godzinach snu w samochodzie Chey wyskoczył z auta i na widok Harki natychmiast przystąpił do działania
Potem mogliśmy już tylko cieszyć się widokiem całego stada brykającego po domu i odstawiającego cudaczne numery> To się nie może nigdy znudzić – 5 wilczaków różnej płci i w różnym wieku szalejących razem w pełnej komitywieJ Można na to patrzeć godzinami J
Po krótkiej, ZBYT krótkiej nocy, w trakcie której Cheitan na zmianę z Eligo co godzinę sprawdzały czy wszyscy śpią na swoich miejscach (oczywiście budząc przy okazji wszystkich), wyruszyliśmy do Wilna na wystawę.
Szalone litewskie drogi!! Równe jak stół, doskonale utrzymane i z restrykcyjnymi ograniczeniami prędkości! Kto to widział aby na autostradzie nie przekraczać setki ? A na pustej, równej, suchej drodze lokalnej - 60 km/h?? Po upiornych 2 godzinach podróży dotarliśmy na wystawę, tam Cheya czekały niespodzianki w postaci Eurysia i córki Harmonii, już „młodzieży” – Brukne. Całe stadko zdominowało kafejkę, rozstawiając stoliki i ściągając całkiem pokaźne grono zwiedzającychJ Wilczaki miały swój fan-club, mnóstwo ludzi z aparatami, przysiadających się do nas, pytających o psy, oglądających brykające bure.
Podobnie przy ringu – cały czas mieliśmy towarzystwo, młodzi ludzie, rodzice z dziećmi...pytania, głaskania i zdjęcia, zdjęcia, zdjęcia J I gratulacje po ocenie.
W pewnej chwili czułam się jak manager gwiazdy, gdy po wygraniu rasy, zdobyciu Zwycięstwa Litwy byliśmy zaczepiani, Chey podziwiany, fotografowany... miał chłopak swoje 5 minut
Ale nie tylko on: wbiegając grupą na finały wilczaki dostały gromkie brawa i co prawda na pudło się nie załapały ale ta owacja w zupełności nas usatysfakcjonowała
To było coś !
W niedzielę powtórka- kolejna wystawa u innej sędziny i kolejny raz Cheitan zaszalał. Ponownie zszedł ze zwycięstwem w rasie. Radość wielka – konkurencja ostra, psy wyrównane, wszystkie ładnie się wystawiające więc chwila przed decyzją sędziny spowodowała skok adrenaliny J
I tu jestem z młodego dumna, bo nie sztuka wygrać z psami, które się nie pokazują, kula na ringu.. ale sztuka wygrać o takie małe „coś”, przysłowiowy włos w bardzo silnej stawce. I to dzień po dniu u dwóch różnych sędziów.
Plan wyjazdu na Litwę wykonany z górką !
Zadowoleni ale tez zmęczeni wróciliśmy do domu przewietrzyć głowy od nadmiaru sukcesów;) Przed nami kolejne wystawy, nie ma co się oszukiwać – taka passa nie trwa wiecznie, zwłaszcza, że młodsze pokolenie już się dobija do drzwi i tylko patrzeć jak zostawi nas w smudze kurzu spod swoich zwycięskich łap
Czego oczywiście im życzymy z całego serca a sami za chwilę zwiniemy manatki
Teraz z drżeniem serca będziemy czekać na efekty randkowania Cheitana z Harmonią i mocno trzymać kciuki za śliczne, dorodne szczeniaczki. Malutkie Cheitanki 
