W ramach spaceru poszliśmy dziś z Cheyem do banku. Bank jak bank, w nowym biurowcu, przeszklonym i świecącym. Nowość taka dla psa to zbadać musiał. Ciemno już było więc wszystkie pomieszczenia przyciągały jego uwagę. Oglądał się za ludźmi za szybą , szedł z odwrócona głową i przydzwonił w róg ściany J No ok....twardziel jest, nie dał nic po sobie poznać, idzie dalej i ogląda. Łup! Znowu wypadek- to półokrągłe, wypukłe szklane drzwi stanęły na drodze psa ..
Chey popatrzył, przytknął noc do szyby, która go przed chwilą napadła i kontempluje oświetlone wnętrze.. a tam pustka, nic. Pusty, oświetlony hall.. więc nie wiem co chciał zobaczyć. Poprosiłam uprzejmie aby raczył oderwać się od podziwiania widoków i poszedł dalej, udało się, na dwa kroki. Bo owe agresywne, napadające znienacka na psy drzwi właśnie się otworzyły (czujnik). O! Fajne! Można wsadzić nos J
Roman zdążył powiedzieć „Chodź bo Ci nos przytrzaśnie” i stało się ! Drzwi się zamknęły.. nie do końca jednak.. zatrzymały się z dwóch stron na psiej mordzie.... a młody? A młody nic! Drzwi ponownie się rozchyliły, za chwile znowu przymknęły.. pies zastanawiał się o co chodzi...Nie wytrzymałam dłużej, zaśmiewając się z mojego młodego technika zabrałam z objęć niechybnej śmierci:D
Chyba mamy zwalony socjal z techniką :p