Żeby w szkole nie było nudno, czasem trzeba wprowadzić jakieś urozmaicenie. Najczęściej są to ćwiczenia z „całkiem innej bajki” ale czasem tez sam miejsce ćwiczeń. Bo i człowiek i pies łatwo wpadają w rutynę. Tym razem padło na środek Warszawy – Plac Zwycięstwa. Godzina 19 więc ruch spory, hałas, światła i mnóstwo ludzi. Rozstawiliśmy na placu pachołki i zaczęliśmy lekcję. O dziwo psy ładnie się skupiły i bardzo przyzwoicie pracowały mimo gapiów i przechodniów, którzy plątali się im przed nosamiJ. Każdy z psów miał zrobić prawie pełny program „zerówki”, prawie bo brakowało nam przeszkody a okoliczne donice z kwiatami nie za bardzo się nadawały jako „tymczasowa” przeszkoda 
Ponieważ Chey był 4 w kolejności to odeszliśmy na bok aby się poskupiać no i wszystko ładnie, pięknie... Roman poszedł sobie gdzieś robić zdjęcia iluminowanych obiektów, zniknął nam z oczu więc spokojnie przystąpiliśmy do pracy. Ale bardzo chcieliśmy mieć zdjęcia z tych wieczornych zajęć w niecodziennych okolicznościach , więc zadzwoniłam żeby Roman wrócił. Akurat przyszła nasza kolej. I kicha! Cheitanek zobaczył, że TAM STOI Roman i wyłamał mi waruj-zostań L Musiałam młodego poprawić....Reszta poszła już bardzo ładnie, no prawie, zapomniałabym o przywołaniu.. Chey ładnie podbiegał do mnie, mnie się już buzia uśmiechała aż tu nagle myk... piesio wyminął mnie i zaczął lecieć do Romka!! Było krótkie „wróć” i kolega przypomniał sobie, co powinien był zrobić 
No i mamy efekt lekcji: nagle pokazały się „niedoróbki” tam, gdzie się ich nie spodziewałam. Samochody, hałas, światła, ludzie, betonowa nawierzchnia – to nie było żadną przeszkodą, za to elementem wybitnie rozpraszającym stał się Roman. No bo przecież zwykle na lekcjach z nami go nie ma! A jak idziemy gdzieś razem to Chey pilnuje aby całe stado było w kupie...
Mieliśmy już nauczkę na pierwszych zawodach Obedience, gdy młody wyłamał mi przeszkodę i poleciał do Romana, opuszczając plac i łapiąc automatycznie dyskwę...wygląda na to, że z lekcji nie wyciągnęliśmy wniosków i nie „zobojętniliśmy” widoku Romka przy terenie pracy... no to czas to zrobić J
Aaa i wyszła nam jeszcze jedna „dziura”... dla Cheya „zetka” kończy się w momencie siadu przy zatrzymaniu. Po tym już nie idzie tak ładnie, dla niego ćwiczenie jest zakończone J I ostatnie półtora odcinka jest takim sobie przejściem spacerowym... tu tez musimy się podciągnąć J Cieszy mnie za to, że na zetce chodzi już równo, czyli zawsze ładnie... jednak to tłuczenie ćwiczenia coś daje J
