Wakacje za nami, czas powrotu do szkoły, tym bardziej ze dziś 1 września a to zobowiązuje. Darowaliśmy sobie apele i galowe ubranka, załadowaliśmy to co zwykle i na plac! Tuz przed wjazdem nas zakorkowało na światłach, więc spędziliśmy upojny kwadrans na ulicy a Chey zaczął się niecierpliwić i piszczeć. Proszę jaki pilny uczeń, doczekać się nie mógł 
Może ze względu na chłodnawa temperaturę, może na przerwę- nie wiem, ale Cheitan ćwiczył dzis super! Pilny, skupiony, chętny. Mieliśmy dwa nowe psy: ridgebacka, z którym zawarł pokój i ONa, do którego zdecydowanie nie wolno mu było podejść. Nie jest to dla nas komfortowa sytuacja, gdy Chey chce niuchnąć obcego psa a nie może, jego uwaga nie wygasa i trudniej się ćwiczy, ale jakoś się udałoJ
Opowiedziałam Małgosi o reakcji Cheya na działania pozorantów, ustaliłyśmy plan działania na przyszłość.
Ale dziś trafiła nam się okazja nie lada. Po naszych zajęciach na plac wszedł pozorant z ONami. Zostaliśmy aby sprawdzić jak zareaguje Chey- luzik.
Żadnego niepokoju, zainteresowany psami. Postaliśmy tak parę minut, czujnie obserwując młodego. OK..
Nie jest źle.
I nagle Cheitan zainteresował się leżącym obok gryzakiem, Małgoś w sekundę podjęła temat, złapała gryzak i zaczęła rozkręcać Cheitana. Poszło to tak szybko , że nie mogłam wyjść ze zdziwienia...
W efekcie zakręciliśmy dwa razy kółka po placu i rozbawieni zakończyliśmy zajęcia na dziś.
Złożyły się bardzo sprzyjające okoliczności: znajomość Małgosi i znajomość miejsca ćwiczeń.
Okazało się, że nie taki wilk ( hi hiii) straszny i to , co mnie z lekka zdołowało być może było wynikiem zupełnie czegoś innego, niż mi się wydaje... w każdym razie mamy lekka zmianę planów: nie odkręcamy a nakręcamy ...czyli do przodu