
Przepisy jakie są-wszyscy wiemy, pies ma być w kagańcu i na smyczy. W praktyce wystarczy albo jedno albo drugie. Osobiście nie cierpię ani jednego ani drugiego i Giga zwykle biega luzem. Chey jednak nauczył mnie, że w mieście wilczaka na smyczy trzymać trzeba! OK. – póki nie dojdziemy na teren spacerowy-młody chodzi przepisowo, natomiast kaganiec w domu zwykle był na potrzeby korzystania z komunikacji miejskiej. Niestety wraz z dorastaniem Cheya musiałam rozejrzeć się za jakimś konkretnym namordnikiem-pies duży , budzący respekt... i mimo iż łagodny to ktoś potrafi się przyczepić. Szukałam jedynego sensownego modelu, używanego przez Czechów i Słowaków „szczekacza”... w dowolnie dobrych sklepach z takimi akcesoriami niestety brak! Nadal pokutują kagańce zwężające się w kierunku końca pyska, koszmarne klatki uniemożliwiające psu normalne oddychanie, zwłaszcza latem gdy pies chłodzi się ziejąc szeroko otwartą paszczą. Za to przebierać można w ortalionowych „weterynaryjnych”, które powinny być zakazane bo założone na psi pysk fundują mu potworną męczarnię....ciekawe, że właściciele psów zakładając swojemu pupilowi taką opaskę na psyk, nie założą jednocześnie sobie klipsa na nos...
Odpowiedni kaganiec trafiłam w końcu na wystawie w Nowym Dworze, na stoisku „Lorda”, nie za ciężki, duży i w szukanym kształcie. I tanio J..więc czemu nie ma takiego w sklepach?? Zagadka przyrodnicza....
Dziś wybraliśmy się do Królikarni, teren lubiany przez spacerowiczów więc chcąc puścić Cheya ubrałam go w kaganiec. Młody miał debiut! O dziwo dość łatwo zaakceptował nowe ustrojstwo na mordzie i pewnie dlatego, że nic go nie uciskało i nie krępowało ruchów paszcząJ
Wygląda w tym kagańcu dość dziwacznie- jakby ukradł ze sklepu koszyk na zakupy i wpakował w niego noc no ale...jak cos jest dziwne niekoniecznie musi być złe...
Dzielny młody był nagradzany za swoja dzielność smakołykami, brykał swobodnie...czyli przyzwyczajanie mamy z głowy, żaden problemJ I w niektóre miejsca trzeba będzie kaganiec zabierać...dobrze że nie wszędzie...bo ja jakoś kagańca nie polubiłam 